Do triumfu zła wystarczy, żeby dobrzy ludzie nic nie robili.

Przeczytałam Pochłaniacza. Przeczytałam Okularnika. Przyszedł czas i na Lampiony. Nie jestem fanką twórczości Katarzyny Bondy – nie zachwycił mnie ani Okularnik ani Pochłaniacz. Zdecydowanie bardziej wolę jej starsze powieści z profilerem Hubertem Meyerem np. Florystkę. Czy Lampiony przełamały ten impas?

K. Bonda, Lampiony, wyd. Muza, s. 640

Sasza Załuska nie ma szczęścia w życiu. Ledwo uniknęła zwolnienia dyscyplinarnego, a już wysyłają ją do Łodzi, miasta grzechu, w którym królują gwałty i kradzieże. Profilerka ma za zadanie odnaleźć szalonego podpalacza. Jeszcze nie wie, że będzie on tylko jednym z jej problemów. Tego wypadu do Łodzi Sasza nigdy nie zapomni.

518832-352x500

Ja nie wiem co jest nie tak z tą Katarzyną. Oczywiście może być też tak, że to ja jestem uprzedzona i nie doceniam kunsztu i talentu wielkiej pisarki. Czemu nie, tak też przecież może być.

Lubię Łódź. Mam tam rodzinę, trochę miasto znam, co prawda tyle o ile, ale jednak. Gdy zobaczyłam opis powieści naprawdę serio ucieszyłam się, że wreszcie jakiś ciekawy kryminał o Łodzi, która rzeczywiście idealnie nadaje się do takiego właśnie klimatu. Biorę książkę do ręki. Oczywiście autorka musiała spłodzić znowu jakieś 700 stron, bo jakżeby inaczej. Nie wiem, dla mnie więcej nie znaczy lepiej. Moja pani z polskiego w liceum też zawsze mi mówiła, że to, że napiszę kilka stron więcej nie znaczy, że to będzie lepiej się czytało i będzie dobre jakościowo. Najwidoczniej nikt pani Katarzynie Bondzie tego nie powiedział. A szkoda. Uniknęlibyśmy dramatu.

Ilość bohaterów wbija w fotel. Myślałam, że w Pochłaniaczu było źle, ale tu jest jeszcze gorzej. Przyjemność czytania zerowa, ponieważ co chwila musiałam się cofać i przypominać sobie kto był kim i o co z nim chodziło. Gdy już sobie przypomniałam pojawiała się kolejna nowa osoba i miałam ochotę wywalić telefon na którym czytałam przez okno. Jego szczęście, że jestem do niego nieziemsko przywiązana. Profilerka niby się tam przewija, lecz jest jej mało, a to ona podobno jest główną bohaterką.

Standardowym zarzutem, jeśli chodzi o powieści Bondy, jest nie tylko mnogość bohaterów ale także zbyt duża ilość wątków. Lubię powieści kryminalne ale naprawdę gubię się już w tym wszystkim. Poszczególne elementy fabuły gdzieś umykają, czytelnik się denerwuje, ponieważ nie jest w stanie zapamiętać tylu rzeczy na raz. Złapałam się na tym, że powieść kartkuje, bez wdawania się w szczegóły. A to nie o to w czytaniu chodzi. Z jednej strony mamy podpalenia, z drugiej jakiś terroryzm (ten wątek jest tak zabawny i mało wiarygodny, że można by z nim iść do kabaretu) z trzeciej ktoś komuś kradnie pieniądze, potem mamy gwałty i pobicia. Normalnie Łódź pełną gębą. Jeśli pani Bonda chciała przedstawić pozytywny obraz Łodzi to chyba jej nie wyszło. Nie podejrzewam jej jednak o takie intencje. Powiem tak – pomysł o napisaniu czegoś o Łodzi był świetny – natomiast wykonanie tak fatalne, że nigdy bym Bondy o to nie podejrzewała. Bądź co bądź wydają ją za granicą. Tej książki nie powinien czytać nawet mieszkaniec Łodzi, a co dopiero ktoś spoza granic kraju.

Książka jest bardzo rozczarowująca, nawet dla osoby, która nigdy nie była fanką twórczości autorki. Nie chcę nawet myśleć co czują osoby, którym poprzednie powieści się podobały. Podejrzewam, że skoro tak było, to Lampiony również mogą im się podobać, choć potrzeba do tego stanu dużo dobrej woli. Życzę wszystkim wytrwałości w przedzieraniu się przez chaos, jaki stworzyła autorka w Lampionach. Ja pasuję i książki nikomu nie polecam.

Ten wpis został opublikowany w kategorii intryga, Kryminał, literatura współczesna, Moje, Nie polecam i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Do triumfu zła wystarczy, żeby dobrzy ludzie nic nie robili.

  1. ~Agata pisze:

    Przeczytałam „Okularnika” i „Pochłaniacza”. I moje wrażenia się pokrywają z Twoimi. Koleżanka miała to zrecenzować, ale nie była w stanie przebrnąć, więc obiecałam, że jej pomogę. Czyta się nieźle. Gdyby zaczęła pisać obyczajówki, bym kupowała. Ale kryminały? Nie. Rozwleczone, z mnóstwem wątków z tyłka, które nijak się mają do wątku głównego. Pamiętam, jak w którejś z tych książek pojawiła się historia kobiety wynajmującej pokój podejrzanemu. Kobieta nic innego nie zrobiła w tej książce. Pojawila się jako opowieść. Załamałam się wtedy. Poprzez takie wodolejstwo gubi się napięcie a akcja pełznie. Kompletnie nie mogę zrozumieć jej fenomenu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>