Ci, których kochamy, nigdy tak naprawdę nas nie puszczają, Harry. Pewnych spraw śmierć nie dotyka.

Bardzo dokładnie pamiętam, kiedy po raz pierwszy zetknęłam się z małym, jedenastoletnim czarodziejem, który leżał skulony w komórce pod schodami, w domu swojego wujostwa. To był zimny, chłodny i niezbyt przyjemny dzień. Chodziłam wtedy do pierwszej klasy liceum, albo do ostatniej gimnazjum. Chyba to drugie. W każdym razie miałam zły dzień. Moja mama od razu to wyczuła i podsunęła mi kolorową książkę o Harrym Potterze. Swoją drogą, jak tak sobie wspominam, to ona od zawsze zachęcała  mnie do czytania wszystkiego co się nawinie. Na początku byłam nieufna – wydawało mi się to dziecinne. Ja, prawie dorosła (tak, dokładnie tak o sobie wtedy myślałam!), mam czytać o jakimś śmiesznym jedenastolatku, który idzie się uczyć do szkoły magii? Co to za głupoty? Moja mama jednak wiedziała co robi, żeby poprawić mi humor. Nie wiedziała jednak, jakie to konsekwencje za sobą pociągnie.

Od tamtego dnia nie było szans, żebym przegapiła jakikolwiek tom. Nie było mowy o tym, żebym nie stała w kolejce po następną książkę i nie czekała na nią z zapartym tchem. Moja polonistka w liceum grzmiała, że to nie jest ambitna literatura. A ja miałam to wiadomo gdzie. Harry Potter, Hermiona Granger, Ron Weasley, ich rodziny i przyjaciele podbili moje serce i zostali w nim aż do przeczytania ostatniej strony siódmego tomu.

A potem pokazały się filmy. Obejrzałam wszystkie. Pamiętam jak chodziłam na nie z przyjaciółką, rok po roku. Ukrywałyśmy się, już wtedy późne licealistki, wśród małych, rozochoconych dzieci, żeby wstydu nie było, że takie duże dziewczyny piszczą z radości na samą myśl o tym filmie. Ale tak było. Dzisiaj już się tego nie wstydzę i poszłabym na te filmy raz jeszcze.

Gdy dowiedziałam się, że powstaje sztuka teatralna o dalszych losach małego czarodzieja nie wiedziałam co myśleć. Z jednej strony poczułam szczęście na myśl, że znowu będę mogła spotkać się z tymi samymi, teraz już trochę starszymi bohaterami. Z drugiej czułam niepokój, ponieważ nie wyobrażałam sobie jak mógłby wyglądać ósmy tom na deskach teatru. Czy moje obawy były uzasadnione?

J.K. Rowling, J. Thorne i inni, Harry Potter i Przeklęte Dziecko, wyd. Media Rodzina, s. 368

Każdy, kto ma dzieci wie, jak trudno być ojcem trójki dzieci w wieku szkolnym. Harry dowiaduje się o tym na co dzień, próbując wychować trójkę swoich dzieci na mądrych, uczciwych ludzi. Przepracowany, zmęczony i rozdrażniony nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo oddala się od swojego drugiego syna, Albusa Severusa, z którym nie może nawiązać żadnej nici porozumienia. W dodatku nawiedzają go wspomnienia z przeszłości, z którymi uparł się walczyć samotnie.

Albus również musi walczyć, lecz nie z demonami, a z rodzinnym dziedzictwem, które zostało mu przekazane przez sławnego ojca. Nigdy tego nie chciał. W niczym nie przypomina ojca i każdy mu to wypomina, oczekując po nim czegoś więcej. Młody chłopak nie wie jeszcze, że to rozgoryczenie i wściekłość na ojca sprawią, że przyszłość zacznie przypominać przeszłość i wszyscy czarodzieje ponownie staną przed śmiertelnym niebezpieczeństwem.

495371-352x500

Na początek muszę powiedzieć jedno – przedstawienie Harrego Pottera w formie sztuki mnie nie przekonuje. Zupełnie inaczej czytało się poprzednie powieści, w których dialogi, wydarzenia i same postacie wyglądały inaczej. W sztuce tekst jest suchy, pozbawiony emocji, opisy tego, co się dzieje skutecznie przeszkadzają w odbiorze. Nie jestem fanką czytania sztuk teatralnych. Nie lubiłam tego w szkole i mi do teraz zostało. A już widzieć kontynuację swojej ulubionej powieści, przedstawioną w taki sposób, to jakaś makabra dla moich oczu.

Wszystko ratują moi ulubieni bohaterowie. Ron nadal jest uroczo nieporadny, Hermiona rozstawia wszystkich po kątach, a Harry nie umie sobie radzić z problemami i wpędza się przez to w kolejne kłopoty. Draco ciągle irytuje, choć trochę mniej niż wcześniej, a Ginny trzyma wszystkich w kupie i nie pozwala im zwariować. Ci ludzie mają prawie czterdzieści lat, dzieci, a jakby się nie zmienili. Przed oczami nadal mam ich wizerunki z czasów dziecięcych. I głównie dlatego warto było przeczytać sztukę. Żeby jeszcze raz ich poczuć i usłyszeć w swojej głowie.

Broni się także fabuła. Niektórzy mówią, że słaba, że spodziewali się więcej. Ja nie miałam wielkich nadziei na to, że fabuła mnie powali. To nie powieść, tylko sztuka teatralna, tutaj się trzeba streszczać, bez zbędnej finezji. I tak jestem w szoku, że autorom udało się przekazać aż tyle. Wydaje mi się, że dla fanów Harrego Pottera taka fabuła wystarczy – jest ciekawie, akcja poprowadzona falami – są momenty że galopuje do przodu i chwile, które dają nam moment na odsapnięcie. Mogłabym się przyczepić drobnych błędów fabularnych, ale już to zostawmy. W mojej ocenie nie zaważają one na odbiorze.

Cóż mogę powiedzieć – nie powiem, żebym nie czekała na tę sztukę, choć pewnie nie chciałabym jej obejrzeć w teatrze. Obawiam się, że mogłoby mi to zaburzyć obraz moich bohaterów, zwłaszcza, że podobno Hermionę ma zagrać Afroamerykanka. Nie mam nic do Afroamerykanów, ale postać Hermiony w mojej głowie, po przeczytaniu książek i obejrzeniu filmów jest zgoła inna. Książkę mogę polecić wszystkim zagorzałym fanom Harrego Potttera i jego przyjaciół, ale z zastrzeżeniem, żeby nie oczekiwali fajerwerków, bo ich tam nie znajdą.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Literatura dla młodzieży, Literatura fantasy, literatura współczesna, Moje, Polecam i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Ci, których kochamy, nigdy tak naprawdę nas nie puszczają, Harry. Pewnych spraw śmierć nie dotyka.

  1. ~linka pisze:

    Ja nie byłam molem książkowym, ale właśnie dzięki magii Harrego – pokochałam książki. Jestem za to niezmiernie wdzięczna Pani Rowling. Co do ostatniej książki, czy raczej scenariusza, faktycznie głównie cieszy on tych, którzy wychowywali się na książkach. Mnie forma, aż tak nie przeszkadzała, jestem przyzwyczajona do czytania scenariuszy, ale wiadomym jest, że bardzo mocną stroną całego cyklu, była kapitalnie poprowadzona narracja. Tak czy siak – mimo że jest to tylko namiastka starych powieści – warto, warto po trzykroć jeszcze raz zagłębić się w fantastycznym świecie Pottera. A wiekiem będą się przejmować tylko mugole:)

    • migotynka pisze:

      To jest właśnie fajne, że powieść o Harrym Potterze sprawiła, że wiele dzieci zaczęło się interesować czytaniem. Znam co najmniej kilka takich przypadków. :) Ja się na szczęście wiekiem nie przejmuję, bo i mugolem nie jestem, i tego trzeba się trzymać. :)

      • ~linka pisze:

        Ano ja do takich dzieciaków również się zaliczam, później czekało się z wypiekami na twarzy na każdą koleją cześć. Pamiętam, że jak byłam w 2 lo (klasa humanistyczna więc 90% ludzi to czytało), akurat wychodził 6 tom i kolega, który czytał wersję anglojęzyczną – i miał ją wcześniej niż inni – wszedł dumnie do klasy i oznajmił, który główny bohater zginie. Został zlinczowany na miejscu. Koleżanka wpadła w takie spazmy, że płakała jeszcze przez pół lekcji. Piękne czasy:D Mogę podesłać mój teks, choć recenzji nie piszę, tu akurat jest dość osobliwa reakcja emocjonalna na pewną książkę. Pozdrawiam
        linka dziennik pokładowy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>