Prawda się nie liczy. Liczy się tylko to, w co wierzą ludzie.

Biorąc do ręki książkę Victorii Aveyard spodziewałam się młodzieżowego romansu. Po przeczytaniu pierwszych dwudziestu stron byłam przekonana, że na taki właśnie trafiłam. Gdy doszłam do połowy już wiedziałam, że to nieprawda.

Victoria Aveyard, Czerwona królowa, wyd. Moondrive, Otwarte, luty 2015, s. 488

Mare Molly Barlow – Czerwona złodziejka. Tak o sobie zawsze myślała. W jej świecie kolor krwi wyznaczał miejsce w hierarchii społecznej, a ona i jej rodzina znajdowali się gdzieś blisko dna. Gdy Mare dowiaduje się, że jej przyjaciel ma zostać powołany do wojska i wziąć udział w wyniszczającej królestwo wojnie, za wszelką cenę chce go ocalić. Nie przypuszcza jednak, że ratując jego, podpisze wyrok śmierci na samą siebie i dowie się, że nie jest ani tak zwyczajna ani tak słaba jak dotychczas sądziła

343396-352x500

Moje pierwsze odczucia po przeczytaniu pierwszych dwudziestu stron były negatywne. Myślałam sobie, że znowu trafiłam na młodzieżowe romansidło. Ona biedna, on bogaty. On jej pomaga, ona daje sobie pomóc. Ona się w nim zakochuje, on w niej też. I tak przez całą powieść krążą koło siebie i nie mogą się zejść. Na całe szczęście okazało się, że Czerwona Królowa tylko pozornie opowiada nam o tym, jak bardzo ważne jest mieć bliską osobę obok siebie, kiedy wszystko nam się wali. A w tej powieści wali się szybko i z przytupem. Od pewnego momentu akcja gna tak, że czytelnik nie może nadążyć.

Konwencja powieści przypominała mi trochę powieści Trudy Canavan oraz książki Kiery Cass. Nie mogłam oprzeć się pokusie, że to już gdzieś było i jestem więcej niż pewna, że autorka wzorowała się na nich, pisząc Czerwoną królową. Cały czas miałam przed oczami fabułę zaczerpniętą od innych pisarzy i to jest ogromny minus. Nie lubię odgrzewanych kotletów. Nawet jeśli od pewnego momentu przekonuje się do fabuły.

Główni bohaterowie również są mało oryginalni. To, co przykuło moją uwagę, to bohaterowie drugoplanowi. Bardzo dobrze wykreowani, dużo lepiej niż ci, którzy grali główne role w powieści. Postaci Juliana i królowej są nie do podrobienia. Głównie dla nich czytałam dalej.

Aveyard próbowała oczywiście zrobić subtelny wątek miłosny. Wyszło aż za subtelnie, jakby go wcale nie było. Akurat nad tym ubolewam najmniej, bardziej interesował mnie konflikt między Czerwonymi a Srebrnymi, który całe szczęście, równomiernie rozwijał się w trakcie powieści, jednakże skoro już za coś się zabieramy warto zrobić to porządnie. A tutaj wyglądało to tak, jakby autorka sama nie wiedziała, czy chce coś zrobić, czy może nie za bardzo.

Niedawno wyszła kontynuacja Czerwonej królowej i biję się z myślami, czy po nią sięgnąć. Pierwsza część nie porwała mnie aż tak bardzo, jak tego oczekiwałam, po przebrnięciu przez te pierwsze kilkanaście stron. Po recenzjach drugiej części wiem tylko tyle, że jest dużo bardziej mroczna. Być może to jest właśnie sposób, żeby seria stała się lepsza?

Ten wpis został opublikowany w kategorii intryga, Literatura dla młodzieży, Literatura fantasy, tantastyka i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Prawda się nie liczy. Liczy się tylko to, w co wierzą ludzie.

  1. ~Paulina pisze:

    Czytałam ją i właśnie tak ją widziałam jak ty – początek nijaki, a potem już tylko lepiej ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>