Padłaś, powstań, popraw koronę i zasuwaj.

Nigdy wcześniej nie miałam styczności z twórczością Nataszy Sochy, a po „Rosół…” sięgnęłam, ponieważ zbierał same super recenzje od moich znajomych, tych dalszych i bliższych.

Natasza Socha – polska dziennikarka, felietonistka i pisarka. Urodzona w Poznaniu, zamieszkała w Niemczech, gdzie tworzy najczęściej. Autorka kilku powieści m.in.                  ” Mococha”, „Keczup”, „Cicha 5″ i ” Maminsynek”. Ilustruje książki dla dzieci i prowadzi blog chilifiga.pl. Czytając książkę nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że główna bohaterka przypomina mi panią Sochę z opisu. Przypadek? :)

399766-352x500

Victoria nigdy nie sądziła, że to spotka właśnie ją. Oto jej wspaniały mąż oznajmił jej, że ma kochankę, która przewyższa ją pod każdym względem. Bohaterka, po bolesnym rozwodzie, wyjeżdża na wieś, gdzie planuje pogrążyć się w depresji. W tym planie przeszkadzają jej trzy kobiety. Każda na swój sposób wyjątkowa, każda pokiereszowana przez męża. Razem tworzą kwartet, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. Potwierdza się to, kiedy wpadają na pewien szalony pomysł.

Z tą książką miałam problem od samego początku. I nie chodzi mi tu nawet o fabułę, bo to, że kobiety rezygnujące z samej siebie, ze swojej kariery i ambicji, dla męża, są przez tychże mężów zostawiane, to niestety samo życie, nic odkrywczego. Całe szczęście nie wszyscy mężczyźni są tak durni.

Styl pisania nie przypadł mi do gustu. Książkę czytało mi się ciężko, przez pierwszych 100 stron ziewałam z nudów i zastanawiałam się co takiego w niej odkrywczego i fajnego, że zachwyca się nią pół Polski. Owszem, postacie kobiet są bardzo fajne, ale nie zajęły mnie na tyle, żebym zapamiętała ich imiona, a tu już o czymś świadczy. ;) Jeśli czytelnik ma problem z zapamiętaniem imienia bohatera to może znaczyć dwie rzeczy – albo autorowi nie udało się stworzyć bohatera na tyle charakterystycznego, żeby czytelnik zapamiętał jego imię albo czytelnik za dużo czyta i bohaterowie mu się mieszają. Ja dużo czytam ale nigdy nie miałam problemu z odróżnieniem poszczególnych bohaterów i przypisaniem ich do poszczególnych powieści. Więc stawiam na to pierwsze rozwiązanie.

Mniej więcej od dalszej połowy książka zaczęła mi się podobać ale nadal nie na tyle, że miałabym ochotę polecić ją znajomym. Fabuła trochę rusza z marazmu, w jaki wpadła Victoria i dzięki Bogu, bo chyba bym tą książkę odłożyła, takie to już było irytujące. Zaraz mi ktoś pewnie powie, że mnie nigdy mąż nie zostawił i nie wiem co biedna kobieta czuje. Owszem, nie zostawił mnie mąż. Ale zostawiało mnie tabun różnych facetów i wiem jaki to ból. Ale mam taki charakter, że wolę powstać, poprawić koronę i zasuwać, niż się nad sobą użalać. ;)

Jakie są dobre strony tej powieści? Mówi o ważnych rzeczach. O przyjaźni, którą można znaleźć nawet na końcu świata. O miłości, która przychodzi niespodziewanie. O ogromnej woli walki, która drzemie w każdej kobiecie. I o tym, że karma wraca. Co dajesz, potem zbierasz. I wierzcie mi, nie dzieje się to tylko w książkach. :)

Podsumowanie – książka nie przypadła mi do gustu i nie mogę jej polecić z czystym sumieniem. Miałam wobec nie dużo większe oczekiwania, głównie dlatego, że jest tak wysoko oceniania. Na portalu lubimyczytac.pl ma ocenę 7.29, której nie rozumiem. Uważam, że jest zdecydowanie zawyżona.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Literatura obyczajowa, Nie polecam i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Padłaś, powstań, popraw koronę i zasuwaj.

  1. Mam w planach, po próbce jej prozy w „Awarii małżeńskiej”, czuję, że stanie się moją ulubioną pisarką.

    • migotynka pisze:

      Cieszę się, że ci się podobało. :)
      Niestety, mi tak książka kompletnie nie przypadła do gustu a pani Socha nie zostanie moją ulubioną pisarką.

  2. Fabuła brzmi dość banalnie – ile to już kobiet w polskiej literaturze uciekło na wieś, by odnaleźć siebie? Ale… czasem potrzeba i takich powieści, choć to zdecydowanie nie typ dla mnie ;)

    • migotynka pisze:

      Czy potrzeba? Mam wrażenie, że często jesteśmy zalewani właśnie takimi, prostymi w fabule powieściami. Więcej, czasami sobie myślę, że wydawcy wydają głównie to, bo takie coś sprzedaje się najlepiej – ona biedna, zakompleksiona, opuszczona przez faceta, próbuje odnaleźć samą siebie. Wyjeżdża gdzieś daleko ( na wieś, w góry, nad morze) i nagle zaczyna rozumieć o co w życiu chodzi. Poznaje nowego faceta, nowe przyjaciółki, nagle zaczyna wierzyć, że jest piękna, zgrabna i powabna. Jedyną innowacją w tej powieści jest gotowanie topless. Moje zdanie jest takie: takich powieści mi nie potrzeba. ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>