– Bo życie to nie hula-hop

No i skończyło się. Odkładam II tom serii o profilerce Saszy Załuskiej autorstwa Katarzyny Bondy do szafki z książkami. Co czuję? Powiem jedno, moje uczucia są jak tajfun. Jak ich zaraz nie wyrzucę z siebie to nie będę miała gdzie spać, bo zmiecie mi pokój.

1. Katarzyna Bonda, Okularnik, wyd. Muza, maj 2015, s. 848

Autorka Pochłaniacza powraca z kolejnym tomem o byłej policjantce z niejasną przeszłością. Tym razem Sasza Załuska ląduje w Hajnówce, małym miasteczku w Puszczy Białowieskiej, w samym środku policyjnej zawieruchy. Przyjechała załatwić sprawy z przeszłości, które nie dają jej spać, a zastała zmowę milczenia, tajemnicze morderstwa, niekompetentnych funkcjonariuszy, kilka wykopanych z ziemi czaszek i nacjonalizm. Wydaje się wam, że to mieszanka wybuchowa? Macie racje.

371859-352x500

Jestem wściekła jak jasna cholera. W głowie mi się nie mieści, jak bardzo dobra to mogła być powieść i jak bardzo została zepsuta przez Katarzynę Bondę. Mam do Okularnika wiele zarzutów, które powtarzałam przy okazji czytania Pochłaniacza. Tym razem można je pomnożyć razy dwa.

Zacznijmy od tego, że książka ma ponad 800 stron. Ktoś może sobie pomyśleć, że fajnie, dużo się dzieje, fabuła ciekawa, akcja wartka, szczegółowe opisy. Otóż nie, moi drodzy. Te ponad 800 stron to przeciąganie, lanie wody, brak pomysłu na jakąkolwiek fabułę, nie wspominając o wątku kryminalnym, który leży i kwiczy. Jeszcze się nie spotkałam z kryminałem, w którym doszukiwałabym się wątku kryminalnego. Przez większość czasu zastanawiałam się, co ja do cholery czytam.

Wróćmy jeszcze raz do fabuły. Nuda nudą powlekana. W przypadku Pochłaniacza pojawił się zarzut, że za dużo było wątków i czytelnik mógł się zgubić. Tutaj to jest jakaś apokalipsa. Czyta człowiek o jednym bohaterze, za chwile przeskakuje do kilku innych, a za kolejne 10 stron jest już w zupełnie innym miejscu i czasie, niż w dwóch poprzednich wątkach. Liczba bohaterów jest taka, że autor Drogi królów, Brandon Sanderson by się nie powstydził ( dla niewtajemniczonych to pisarz fantasy słynący z tego, że jego powieści mają coś ok 1000 stron i naprawdę dużo wątków, miejsc oraz jeszcze więcej postaci. Żeby nie było, ja go bardzo lubię, już od jakiegoś czasu czytam Słowa światłości ale umówmy się, że Katarzyna Bonda to nie ta liga co Sanderson. U niej coś takiego jest nie do wybaczenia). Niby różnorodność bohaterów i wątków powinna działać na plus ale nie w tym przypadku. Tutaj nic ze sobą nie współgra.

I znowu pojawia się zarzut, że wątek kryminalny jest na uboczu.  W przypadku Okularnika jest to dużo bardziej widoczne, niż u Pochłaniacza. Przez większość książki usilnie starałam się zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi i po co w ogóle powstała ta powieść. Niby w tej Hajnówce coś się dzieje, ale wszyscy udają, że wszystko gra. Nawet głównej bohaterce, która sama się w te pomyje wpakowała, nie chce się nic rozwiązywać. Policjanci i profilerzy są nieudolni i przedstawieni wyłącznie jako figuranci. Wierzyć się nie chce, jak się to czyta. I niby gdzie jest akcja? Gdzie napięcie? A zwroty akcji? E tam. Za dużo bym chciała.

Bohaterowie nijacy, włącznie z postacią Saszy Załuskiej, której chyba jaja ktoś uciął. Oczywiście ktoś mi się zaraz przyczepi, że przecież to kobieta i jaj nie posiada. W Pochłaniaczu je miała, często większe niż niejeden mężczyzna. W Okularniku jest bierna, słaba, jej decyzje są dla mnie kompletnie nie zrozumiałe, nie wspominając o relacji z Duchnowskim, której nie rozumiem do kwadratu. Nawet profilowanie jej nie wychodzi i pokazuje, że ci wszyscy, którzy profilowanie krytykują, mogą się nieźle przy tym pseudo kryminale uśmiać. To już nie jest wróżenie z fusów ale jakaś istna kabała. Autorka mogła to później uratować, przy okazji pojawienia się drugiego profilera. Niestety, pojawia się on na sekundę i nic nie wnosi do sprawy.

Jestem bardzo zła, że kryminał z takim potencjałem został zaprzepaszczony. Bonda miała wszystko podstawione pod nos – dobrych, ciekawych bohaterów, nietuzinkową profesję jednego z nich, pomysł na intrygę, którą po drodze wielokrotnie skopała, ciekawe miejsce zbrodni, posiadające swoją wielowarstwową historię oraz swój talent pisarski, bo nie można powiedzieć, że pisać nie umie wcale. Nic z tego nie zostało, jeno zgliszcza. Nie polecam tej książki nikomu, a już najmniej fanom Bondy. Mogą być bardzo rozczarowani. Ja fanką nie byłam i nie jestem, a i tak jestem wzburzona takim marnotrawstwem talentu i pomysłu.

Moja ocena: 2/10

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kryminał, Nie polecam, Thriller i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „– Bo życie to nie hula-hop

  1. ~Cracker pisze:

    Tak nisko? Przyznam się szczerze, że narobiłam sobie chęci na „Okularnika” po tym, jak przeczytałam na fp Bondy, iż to samo wydawnictwo, które obsługuje Kinga, Grishama i Daevera, wypuści także jej książki. Stwierdziłam, iż badziewia by nie brali… Jak tylko znajdę czas muszę przeczytać i przekonać się na własnej skórze, czy faktycznie muszę szukać wątku kryminalnego w kryminale :)

    • migotynka pisze:

      Też to przeczytałam i złapałam się za głowę. :P Wiesz, często tak jest, że książka ci się nie podoba a ma wielu fanów i ogólnie jest doceniana przez innych. Widocznie pani Bonda ma coś, czego ja nie dostrzegłam ,a wydawcy docenili. ;) Najlepiej samemu przeczytać i wyrobić sobie zdanie, choć uprzedzam, że te przez te 800 stron ciężko przebrnąć.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>