„Mąż nie ściana nośna, można przesunąć”

Ostatnio w moim życiu dostrzegam wiele groteski, dlatego też postanowiłam sięgnąć po powieści satyryczne. Polecono mi do czytania książki Piotra C. ” Pokolenie Ikea” i ” Pokolenie Ikea. Kobiety.” Ostrzeżono mnie jednak, że druga część jest dużo lepsza od pierwszej. Wzięłam sobie do serca i przeczytałam najpierw drugą, mając nadzieję, że połapię się w fabule i nie ucierpią na tym doznania czytelnicze. Nie musiałam się martwić. Efekty przedstawiam poniżej.

1. Piotr C., Pokolenie Ikea. Kobiety, wyd. Novae Res, 2013, s. 344

190341-155x220

Na potrzeby recenzji poczułam się niejako zmuszona, żeby wytłumaczyć czytelnikom, co to jest satyra. Po przeczytaniu opinii o tej książce miałam poważne wrażenie, że wiele osób nie zna tego pojęcia, więc już tłumaczę. Otóż satyra jest gatunkiem literackim łączącym w sobie wiele form wypowiedzi. Znany od starożytności, satyry pisał między innymi Horacy. I tutaj ważne: gatunek ten ośmiesza obyczaje i zjawiska społeczne. Prezentuje świat społeczny w sposób komiczny, bez proponowania żadnych rozwiązań. Jego zadaniem jest ośmieszyć sytuację zastaną w danym momencie i ukazać ją jako śmieszną, karykaturalną. Dlatego nie rozumiem wielu oburzonych wypowiedzi, określających tą książkę wulgarną, obrazoburczą i prześmiewczą. Ludzie…to satyra jest…czego żeście się spodziewali? Miodu, lukru i różowych wstążek?

Głównym bohaterem Pokolenia Ikea jest Czarny. Czarny i jego przyjaciele pracują sobie razem w kancelarii w Warszawie. Ich życie składa się m.in. z ciągłego pędu za karierą, biurowych i niebiurowych, szybkich numerków i kłopotów natury rodzinnej i zawodowej. Piotr C. próbuje ukazać nam życie współczesnej ( prawniczej) elity społeczeństwa w krzywym zwierciadle. I muszę przyznać, że w drugiej części mu się to udaje.

Mamy tam wszystko. Dbanie o ładny wygląda sprowadzone do niewychodzenia z siłowni i przeszczepiania sobie cycków. Karierę robioną przez te właśnie zrobione cycki. Szybkie, bezsensowne i bezrefleksyjne życie z dnia na dzień, gdzie jedynym priorytetem zdaje się schlanie się w modnym klubie, rozbijanie czadowymi samochodami i zaliczenie nowej panienki czy faceta.

Porusza się tu tematy płytkie ale zdałam sobie sprawę, że takie często bywa życie. Często przejmujemy się, że ten i ów nie chce z nami rozmawiać, a my nie wiemy czemu. Zastanawiamy się, czemu Ania dostała awans a ja nie  i myślimy brzydko, że pewnie dała komuś wiadomo co. Malujemy usta w tramwaju i zastanawiamy się, co by było gdyby były większe, a brzuszek szczuplejszy? Czy Pawełek spojrzał by wtedy na mnie, a nie na Basię? Nasze życie jest pełne takich dylematów. Kto uważa, że ich nigdy nie miał, kłamie. Dlatego nie ma co się obrażać, że Piotr C. obnaża naturę człowieka taką, jaką ona właśnie jest.

Stwierdziłam, że pierwszej części nie będę recenzować, tylko ograniczę się do krótkiego porównania. Po pierwsze – była znacznie gorsza od dwójki. fatalna fabuła, w sumie to jej brak. Teksty nie umywają się do tych z dwójki. Przy czytaniu dwójki nie raz nie dwa śmiałam się w głos. Przy czytaniu jedynki miałam ochotę płakać. Widać, że autor, chcąc nie chcąc, zrobił duży postęp między wydaniem jednej a drugiej książki.

Powiem wam tak – jak chcecie przeczytać którąś z książek Piotra C. – wybierzecie Pokolenie Ikea. Kobiety. Nie stracicie na fabule, a gwarantuje wam dobrą zabawę i pełne zrelaksowanie.

Moja ocena: 7/10

2. Zygmunt Miłoszewski, Domofon, wyd. W.A.B., 2013, s. 360

domof

Miałam złe przeczucia odnośnie tej książki. Nie lubię horrorów, thrillerów polskich autorów. Jakoś tak złe doświadczenia mam. Domofon mnie jednak zaskoczył.

Pierwsze na co zwróciłam uwagę, to bardzo przyjemnie postaci. Życiowe, nie przekoloryzowane, z wyraźnymi wadami i zaletami, czasami uroczo naiwni. Miło i poprawnie. Policjanci mnie bawili. .

Minusem tej książki jest to, że nie przestraszyła mnie i podejrzewam, że wielu nie przestraszy.  W jednym momencie miałam leciutkie ciarki. Powieść pokazuje jednak bardzo ważną rzecz – czasami nasze wyobrażenia są dużo bardziej straszne od rzeczywistości. I tego staram się trzymać, gdy wsiadam do windy a jest już późno, albo idę na cmentarz późnym wieczorem czy na spacer do lasu po zmroku. To tylko nasza wyobraźnia podsuwa nam najczarniejsze scenariusze. Mimo to, wielu z nas daje jej się ponieść.

Kolejny minus – co to jest czarna nicość?! To już jest śmieszne, a nie straszne. Kto czytał ten wie. Takich rzeczy nie powinno być w horrorze. A jak już chcemy opisać jakąś czarną plamę sunącą ku nam to zróbmy to umiejętniej, żeby czytelnik się nie zabił samym śmiechem. Upiory ok, ale ta nicość mnie rozwaliła. I to był jeden z powodów dla których klimat książki rozpadł się w pył. Nie będę dalej recenzować, bo za chwilę będą tylko minus a ja mam dzisiaj dobry nastrój. Domofon mnie po prostu rozczarował i tyle i niech tak pozostanie.

Moja ocena: 3/10

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii literatura współczesna, Thriller i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>