Przenosiny – idzie nowe

Informacja dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą – od dzisiaj się przeprowadzam. Nowy adres bloga znajduje się tutaj:
https://pokojpelenksiazek.com/

Niestety, od jakiegoś czasu blogowanie na obecnej platformie strasznie mi się daje we znaki, w związku z czym postanowiłam przenieść bloga w jakieś spokojniejsze miejsce. :) Mam nadzieję, że dla czytających nie zrobi to wielkiej różnicy i że nadal będziecie czytać moje recenzje i inne wynurzenia. :)

Tymczasem do zobaczenia w nowym miejscu!

Opublikowano Nieokreślone | Skomentuj

Do triumfu zła wystarczy, żeby dobrzy ludzie nic nie robili.

Przeczytałam Pochłaniacza. Przeczytałam Okularnika. Przyszedł czas i na Lampiony. Nie jestem fanką twórczości Katarzyny Bondy – nie zachwycił mnie ani Okularnik ani Pochłaniacz. Zdecydowanie bardziej wolę jej starsze powieści z profilerem Hubertem Meyerem np. Florystkę. Czy Lampiony przełamały ten impas?

K. Bonda, Lampiony, wyd. Muza, s. 640

Sasza Załuska nie ma szczęścia w życiu. Ledwo uniknęła zwolnienia dyscyplinarnego, a już wysyłają ją do Łodzi, miasta grzechu, w którym królują gwałty i kradzieże. Profilerka ma za zadanie odnaleźć szalonego podpalacza. Jeszcze nie wie, że będzie on tylko jednym z jej problemów. Tego wypadu do Łodzi Sasza nigdy nie zapomni.

518832-352x500

Ja nie wiem co jest nie tak z tą Katarzyną. Oczywiście może być też tak, że to ja jestem uprzedzona i nie doceniam kunsztu i talentu wielkiej pisarki. Czemu nie, tak też przecież może być.

Lubię Łódź. Mam tam rodzinę, trochę miasto znam, co prawda tyle o ile, ale jednak. Gdy zobaczyłam opis powieści naprawdę serio ucieszyłam się, że wreszcie jakiś ciekawy kryminał o Łodzi, która rzeczywiście idealnie nadaje się do takiego właśnie klimatu. Biorę książkę do ręki. Oczywiście autorka musiała spłodzić znowu jakieś 700 stron, bo jakżeby inaczej. Nie wiem, dla mnie więcej nie znaczy lepiej. Moja pani z polskiego w liceum też zawsze mi mówiła, że to, że napiszę kilka stron więcej nie znaczy, że to będzie lepiej się czytało i będzie dobre jakościowo. Najwidoczniej nikt pani Katarzynie Bondzie tego nie powiedział. A szkoda. Uniknęlibyśmy dramatu.

Ilość bohaterów wbija w fotel. Myślałam, że w Pochłaniaczu było źle, ale tu jest jeszcze gorzej. Przyjemność czytania zerowa, ponieważ co chwila musiałam się cofać i przypominać sobie kto był kim i o co z nim chodziło. Gdy już sobie przypomniałam pojawiała się kolejna nowa osoba i miałam ochotę wywalić telefon na którym czytałam przez okno. Jego szczęście, że jestem do niego nieziemsko przywiązana. Profilerka niby się tam przewija, lecz jest jej mało, a to ona podobno jest główną bohaterką.

Standardowym zarzutem, jeśli chodzi o powieści Bondy, jest nie tylko mnogość bohaterów ale także zbyt duża ilość wątków. Lubię powieści kryminalne ale naprawdę gubię się już w tym wszystkim. Poszczególne elementy fabuły gdzieś umykają, czytelnik się denerwuje, ponieważ nie jest w stanie zapamiętać tylu rzeczy na raz. Złapałam się na tym, że powieść kartkuje, bez wdawania się w szczegóły. A to nie o to w czytaniu chodzi. Z jednej strony mamy podpalenia, z drugiej jakiś terroryzm (ten wątek jest tak zabawny i mało wiarygodny, że można by z nim iść do kabaretu) z trzeciej ktoś komuś kradnie pieniądze, potem mamy gwałty i pobicia. Normalnie Łódź pełną gębą. Jeśli pani Bonda chciała przedstawić pozytywny obraz Łodzi to chyba jej nie wyszło. Nie podejrzewam jej jednak o takie intencje. Powiem tak – pomysł o napisaniu czegoś o Łodzi był świetny – natomiast wykonanie tak fatalne, że nigdy bym Bondy o to nie podejrzewała. Bądź co bądź wydają ją za granicą. Tej książki nie powinien czytać nawet mieszkaniec Łodzi, a co dopiero ktoś spoza granic kraju.

Książka jest bardzo rozczarowująca, nawet dla osoby, która nigdy nie była fanką twórczości autorki. Nie chcę nawet myśleć co czują osoby, którym poprzednie powieści się podobały. Podejrzewam, że skoro tak było, to Lampiony również mogą im się podobać, choć potrzeba do tego stanu dużo dobrej woli. Życzę wszystkim wytrwałości w przedzieraniu się przez chaos, jaki stworzyła autorka w Lampionach. Ja pasuję i książki nikomu nie polecam.

Opublikowano intryga, Kryminał, literatura współczesna, Moje, Nie polecam | Otagowano , , , , , , , , | 1 komentarz

Testujemy Rozpisani.pl czyli self-publishing po polsku

Self-publishing staje się coraz bardziej popularnym sposobem na wydanie własnej książki, nie ma co do tego wątpliwości. Co prawda, rozwija się on mocniej na zachodzie niż u nas, ale i w naszym kraju zaczął być znacznie bardziej widoczny, niż w latach poprzednich. Na początek warto by było wytłumaczyć co to właściwie jest self-publishing. Polega on na tym, że autor wydaje książkę samodzielnie, nakładem własnym. To on ponosi wszystkie koszty wydania książki: koszty opracowania książki, druku, oprawy, korekty, redakcji, składu komputerowego, promocji książki i jej dystrybucji. To on także ustala cenę swojej książki, dzięki czemu wie, ile na niej zarobi i może sobie obliczyć opłacalność przedsięwzięcia. Ten rodzaj wydawania książki sprawia, że autor zarabia na każdym egzemplarzu znacznie więcej, niż w przypadku gdy wszystkimi tymi rzeczami zajmuje się wydawnictwo.

W Polsce znajdziemy kilka firm/wydawnictw, które specjalizują się w udzielaniu pomocy autorom niezależnym, który planują wydać własną książkę w taki właśnie sposób – mamy Grupa Wydawnicza Publicat, Wydawnictwo Psychoskok, Wydawnictwo NovaeRes. Do tego działają także różnego rodzaju platformy, dzięki którym autor może wydać książkę samodzielnie - Simple Publishing, Virtualo, Rozpisani.pl, ebookpoint.pl i RW2010.

Nie będę się rozwodzić nad plusami i minusami self-publishingu, bo nie o to tutaj chodzi. Osobiście uważam, że każdy pisarz, o ile jest pewien swoich literackich umiejętności, powinien ocenić sam, jaki system mu odpowiada. Wydawanie książek w dzisiejszych czasach nie musi się opierać w dzisiejszych czasach tylko i wyłącznie na współpracy z wydawnictwami, gdzie autor otrzymuje tylko niski tantiem, a resztą zajmuje się wydawnictwo. Nie ma się co oszukiwać, że za wydawnictwem idzie opinia, niekiedy prestiż, ale też potężne zaplecze. Nie zawsze jednak trafimy na rzetelne wydawnictwo, na bezproblemową współpracę. Dlatego uważam, że warto rozważyć wszystkie opcje. Ale przede wszystkim trzeba, zgodnie z radą mistrza Jody: mem joda2

Obojętnie, czy wydajemy książkę sami, czy współpracujemy z wydawnictwem, trzeba się uzbroić w daleko idącą cierpliwość, graniczącą ze stoicyzmem w każdej niemalże kwestii. Ale o tym w innej notce, bo odchodzimy od tematu.  Poniżej prezentuję trochę przydługą, ale myślę, że potrzebną recenzję portalu Rozpisani.pl. Jest to chyba jedna z najbardziej popularnych platform self-publishingowych, zwłaszcza, że za nią stoi prestiżowe wydawnictwo – Wydawnictwo PWN.

Wchodzimy na stronę rozpisani.pl i już na pierwszy rzut oka widać, że strona przyciąga wzrok i zachęca do wydania książki. Nie znam się na projektowaniu stron, ale mogą obiektywnie powiedzieć, że mi się ona podoba. Mamy Aktualności, spis autorów, możemy poczytać sobie o tym, czym jest właściwie self-publishing i jakie usługi oferują Rozpisani. Widzimy Nowości – możemy na własne oczy zobaczyć, jakie książki są wydawane i w jaki sposób się prezentują. Chcemy wydać książkę, więc przechodzimy dalej:

wydaj książke

Wchodzimy w zakładkę Wydaj Książkę. Przenosi nas do dołu strony, na której byliśmy wcześniej. Możemy przeczytać, co też Rozpisani nam oferują. Mamy tutaj więc – usługi edytorskie, usługi marketingowe, druk, stworzenie ebooka i tłumaczenie. Wszystko ładnie i pięknie. Przejdźmy zatem do tworzenia naszej książki. Poniżej wykazu usług mamy formularz, który pomoże nam ją zaprojektować. Na potrzeby testu przyjęłam następujące założenia: Moja przykładowa książka ma 107 stron, około 18.000 znaków ze spacjami, chcę żeby była czarno-biała. Potem wybieram usługi edytorskie. Uważam, że każdy początkujący autor powinien sobie wybrać redakcję i korektę – nie czarujmy się, nie znam osoby, która nie popełnia ani jednego błędu. A lepiej je wychwycić, zanim zrobią to czytelnicy. Wtedy jest głupio. I jesteśmy źli na wydawnictwo i na siebie – wierzcie mi, znam z autopsji. W związku z powyższym zaznaczyłam Tak w każdym przypadku.

usługi ed

Niżej mamy projekt okładki i złożenie tekstu. To też biorę, ponieważ sama sobie okładki nie zrobię, a i na złożeniu tekstu do druku się nie znam. Poniżej klikamy Przelicz. Pokazuje mi: 2900 zł. Co to jest za suma? To jest kwota netto (najprawdopodobniej, ponieważ na stronie nie jest napisane czy netto, czy brutto) za wyżej wymienione usługi – korektę, redakcję, projekt okładki i skład.

Następnie zjeżdżamy niżej i wybieramy format książki, papier i gramaturę, rodzaj i kolor okładki i czy egzemplarz ma być foliowany. Na potrzeby testu wybrałam następujące parametry: format B5, papier 80g Offset, okładka twarda, grzbiet prosty, papier okładki karton, uszlachetnienie okładki bez foliowania, gramatura papieru okładki 200.

druk

Cena wydruku jednego egzemplarza to : 27,53 zł

Jedziemy jeszcze niżej – czy chcę zrobić ebook? Nie, dziękuje. Interesuje mnie tylko książka papierowa. Poniżej mamy usługi marketingowe. Zaczynają się schody – do najtańszych nie należą, ale jeśli ktoś się nie ogarnia w marketingu, to lepiej żeby oddał się w ręce fachowców. Z drugiej strony nigdy nie korzystałam z marketingu rozpisanych.pl, więc nie wiem, czy ma on jakąś wartość. Najwięcej o tym będą wiedzieli autorzy, którzy zapłacili za usługi marketingowe. Można spróbować do nich dotrzeć. Na potrzeby recenzji wybieram sobie Promocję w internecie i Materiały reklamowe. Jednocześnie poniżej mamy krótką adnotację : ,,Usługi promocyjne są zamawiane i wyceniane przez kontakt z nami. Dowiedz się więcej o możliwościach marketingowych dedykowanych Twojej książce.” Nie bardzo wiem jak to rozumieć. Czy one są wyceniane oddzielnie? Po co zatem zaznaczam je w formularzu? Mam wątpliwości, czy mi za nie nie policzy dwa razy, ale nie mam jak tego sprawdzić. Zostawiam tak jak wcześniej zaznaczyłam. 

Następnie mamy Usługi dystrybucyjne:

usługi dystryb

Pytają się mnie ile książek potrzebuje na własne potrzeby, bez korzystania z ich dystrybucji. Wpisuję 10. Sposób odbioru towaru Kurier. Jeśli ktoś mieszka w Warszawie, Krakowie czy Strykowie to może odebrać za darmo w magazynie firmy Azymut. Z pewnością wyjdzie taniej. Następnie mamy zakładkę Dystrybucja szeroka książki drukowanej. Wpisujemy ilość egzemplarzy, którą chcielibyśmy umieścić w księgarniach. W tej zakładce możemy również zobaczyć jak wygląda Umowa dystrybucyjna. Warto byłoby się zorientować z jakimi księgarniami stacjonarnymi i internetowymi współpracują Rozpisani.pl. Być może słabo szukałam, ale tej informacji nie znalazłam.

Wpisałam 100 egzemplarzy, które znajdą się w księgarniach stacjonarnych i internetowych. Jeszcze niżej możemy sami ustalić cenę naszej książki. Wpisałam 30 zł brutto. Cena, którą wpisujecie nie ma wpływu na koszt wydruku – to jest wasza ocena pracy, którą włożyliście w pisanie. To od niej zależy ile zarobicie na jednym egzemplarzu. 

Poniżej prezentuje podsumowanie kosztów:

Podsumowanie

Szczegóły publikacji

Format książki: B5 (165X235)
Liczba stron czarno-białych: 107
Liczba stron kolorowych: 0
Okładka: twarda
Ebook: nie

Koszty produkcji

Przygotowanie tytułu do wydania: 2 900,00 zł netto / 3 567,00 zł brutto
Druk (1 egz.): 27,53 zł netto / 28,91 zł brutto
Nakład: 110
Koszt wydania książki papierowej w zamówionym nakładzie: 5 928,30 zł netto / 6 746,72 zł brutto
Suma kosztów wydawniczych: 5 928,30 zł netto / 6 746,72 zł brutto
Koszt wysyłki: 0,00 zł

Za wydanie naszej książki o objętości ok. 17.000 znaków ze spacjami/107 stron zapłacimy Rozpisanym 6 746,72 zł brutto. W cenie mamy: korektę, redakcję, promocję w internecie, projekt okładki, skład i kilka innych rzeczy. Jeszcze niżej mamy wyliczenia:

Twoje honorarium ze sprzedaży egzemplarza książki papierowej: 12,86 zł

Twoje honorarium ze sprzedaży 200 egzemplarzy: 2 572,00 zł
Twoje honorarium ze sprzedaży 1000 egzemplarzy: 12 860,00 zł
Twoje honorarium ze sprzedaży 5000 egzemplarzy: 64 300,00 zł

Wszystko wydaje się piękne, jednakże musimy pamiętać, że nasz nakład wynosił 110 egzemplarzy. Jeśli je sprzedamy nasz zysk, zważywszy na to, że zarabiamy na jednym egzemplarzu 12,86 zł, wyniesie 1414,60 zł. A musimy przecież drukować następne, bo wykorzystaliśmy już wszystkie egzemplarze, które wcześniej wydrukowaliśmy. W takim przypadku płacimy już tylko za dodruk, czyli za druk 1 egzemplarza zapłacimy 27,53 zł. Idąc za ciosem, napisałam do obsługi serwisu na ten temat. Poniżej moja wiadomość i odpowiedź serwisu:

Witam serdecznie,
chciałabym u Państwa wydać książkę. Korzystałam z Państwa kalkulatora i mam jedno pytanie. Co w sytuacji, gdy zamówię u Państwa nakład 100 egzemplarzy ( 10 książek dla mnie, reszta do szerokiej dystrybucji) i ten nakład się wyczerpie? Czy znowu muszę Państwu płacić za nowy nakład, przypuśćmy kolejnych 100 egzemplarzy?
Odpowiedź brzmiała następująco ( prezentuje tylko fragmenty, które dotyczą wydania, bo wiadomość zwrotna była bardzo długa)

Szanowna Pani Joanno!

Jeśli wyda Pani książkę w nakładzie 100 egz. (90 egz. dystrybucja, 10 egz. autorskich), pokrywa Pani koszty całego wydania wraz z drukiem. Autorzy mają możliwość obserwowania sprzedaży na stronie Rozpisanych w Strefie Autora i gdy nakład się wyczerpie, zazwyczaj decydują się na dodruk (określają jego wysokość) i wówczas pokrywają koszty samego druku.

Z naszymi Autorami rozliczamy się po 15. każdego miesiąca (za poprzedni miesiąc) – po cenie netto książki, czyli cena netto x liczba sprzedanych egzemplarzy. Księgowość przy wypłacie honorarium pobierze zaliczkę na podatek dochodowy (18%).  Podatek ten liczymy od podstawy pomniejszonej o koszty uzyskania przychodu (50%).

Wspomniałam, że w naszym serwisie wydawniczym Autor jest jednocześnie wydawcą swojej książki, a w związku z tym spoczywają na nim również pewne obowiązki:

- pozyskanie numeru ISBN (instrukcję pozyskania zamieszczam poniżej)

- przekazanie egzemplarzy obowiązkowych do najważniejszych bibliotek w kraju (w wypadku nakładu niższego niż 100 egz. 2 egz. do BN i BJ, w wypadku nakładu większego niż 100 egz. do 17 bibliotek).

Proces wydawniczy trwa około 7-8 tygodni (wraz z drukiem). Każdą ingerencję w tekst (przez redaktora podczas korekty czy typografa w czasie składu) albo Autor akceptuje, albo zgłasza uwagi. Gdy książka zostaje przekazana do drukarni, informacja o książce trafia do kontrahentów Azymutu w formie mailingu – najpierw jako zapowiedź, a w dniu premiery jako nowość.

Podsumowując: Serwis Rozpisani.pl jest bardzo rozbudowany, samo ustawienie odpowiednich parametrów, zastanowienie się nad poszczególnymi opcjami zajęło mi trochę czasu. Strona internetowa prezentuje się bardzo korzystnie i zachęca do związania się z self-publishingiem. Podstawowym pytaniem jednak jest to, czy ta współpraca jest opłacalna dla autora. Na to pytanie każdy z was musi sobie odpowiedzieć już sam. :)

Opublikowano Nieokreślone | Skomentuj

Kilka słów o tym, jak duże księgarnie rolują nas cenowo

Dzisiaj jestem zła. W sumie to mało powiedziane. Wściekła jestem jak osa. Święta za pasem więc robiłam zakupy – także te książkowe. Wiem, że na stronach internetowych są inne ceny, a w sklepach stacjonarnych inne, żeby nie było. Rozumiem, że dzisiaj rynek jest ciężki, trzeba walczyć o każdego klienta, kapitalizm jest krwiożerczą bestią i takie tam. Ale takie ceny książek są dla mnie czymś ciężkim do zrozumienia.

Razem z mężem wybraliśmy książkę dla teścia. Książka historyczna, w sklepie internetowym kosztowała 44 zł. Dużo, ale do przeżycia. Idę zadowolona do sklepu stacjonarnego. Wybrałam jeszcze kilka innych książek m.in. dla siebie i dla męża. Podchodzę do kasy. Pani bardzo miła, uśmiecha się do mnie, widać, że wstała dzisiaj tą nogą, co trzeba. Ja też się uśmiecham, bo czemu nie zareagować tak samo, świat jest przecież piękny, za chwilę Wigilia, dzień pojednania i miłości bliźniego. Uśmiech schodzi mi z twarzy, kiedy uśmiechnięta kasjerka podaje mi cenę łączną – 138 zł z groszami. O mało się nie przewróciłam. Wyglądałam mniej więcej tak:

zdjecie popr

Aż dziwne, że się mnie nie przetraszyła. Wiem, to nie jej wina, ale kurczę w takiej sytuacji ona była najbliżej i moja złość na twarzy musiała ją jakoś dotknąć, bo zaczeła się jąkać, że to ta ksiażka historyczna kosztuje 55 zł. Spojrzałam na książkę, spojrzałam na nią. Potem na kasę. Wszystko mi opadło i z rezygnacją zapłaciłam, choć gul w gardle mi się powiększył i trzyma do teraz.

Cena tej książki była naprawde absurdalna, pomijając już to, że w sklepie internetowym była o 11 zł tańsza. Szlag mnie trafia, że istnieją takie różnice cenowe, nie tylko w sklepach internetowych a stacjonarnych tych samych sprzedawców. Te różnice występują nagminnie w przypadku konkurencyjnych księgarni, a niekiedy sięgają nawet 40 %. Prosty przykład – weźmy na tapetę książkę ostatnio bardzo popularną – Harry Potter i Przeklęte Dziecko. Sprawdziłam ceny przez wyszukiwarkę i tak okazuje się, że :

 - najtaniej Harrego kupimy poprzez stronę internetową dobre-ksiazki.pl – 22,51 zł

- najdrożej Harrego kupimy poprzez stronę prus24.pl – 39 zł – prawie 17 zł różnicy.

A to jeszcze nie wszystko. Tak się składa, że Harrego kupiłam w księgarni osobiście i wiem ile kosztował w sklepiej stacjonarnym – kosztował mnie 39 zł, a widziałam w innych księgarniach ceny jeszcze wyższe. Wiem, że nie odkryłam Ameryki. Wiem, że tak jest i nic się na to nie poradzi, na drugi raz będę mądrzejsza i se kupię przez Internet. Ale mnie to mimo wsystko bulwersuje. I tym bulwersem chciałam się dzisiaj z wami podzielić.

Jeśli sami się zetknęliście z jakimiśabsurdalnymi cenami książek to piszcie! Chętnie posłucham, że nie tylko ja dałam się tak nabić w butelkę. :)

Opublikowano Nieokreślone | 11 komentarzy

Ci, których kochamy, nigdy tak naprawdę nas nie puszczają, Harry. Pewnych spraw śmierć nie dotyka.

Bardzo dokładnie pamiętam, kiedy po raz pierwszy zetknęłam się z małym, jedenastoletnim czarodziejem, który leżał skulony w komórce pod schodami, w domu swojego wujostwa. To był zimny, chłodny i niezbyt przyjemny dzień. Chodziłam wtedy do pierwszej klasy liceum, albo do ostatniej gimnazjum. Chyba to drugie. W każdym razie miałam zły dzień. Moja mama od razu to wyczuła i podsunęła mi kolorową książkę o Harrym Potterze. Swoją drogą, jak tak sobie wspominam, to ona od zawsze zachęcała  mnie do czytania wszystkiego co się nawinie. Na początku byłam nieufna – wydawało mi się to dziecinne. Ja, prawie dorosła (tak, dokładnie tak o sobie wtedy myślałam!), mam czytać o jakimś śmiesznym jedenastolatku, który idzie się uczyć do szkoły magii? Co to za głupoty? Moja mama jednak wiedziała co robi, żeby poprawić mi humor. Nie wiedziała jednak, jakie to konsekwencje za sobą pociągnie.

Od tamtego dnia nie było szans, żebym przegapiła jakikolwiek tom. Nie było mowy o tym, żebym nie stała w kolejce po następną książkę i nie czekała na nią z zapartym tchem. Moja polonistka w liceum grzmiała, że to nie jest ambitna literatura. A ja miałam to wiadomo gdzie. Harry Potter, Hermiona Granger, Ron Weasley, ich rodziny i przyjaciele podbili moje serce i zostali w nim aż do przeczytania ostatniej strony siódmego tomu.

A potem pokazały się filmy. Obejrzałam wszystkie. Pamiętam jak chodziłam na nie z przyjaciółką, rok po roku. Ukrywałyśmy się, już wtedy późne licealistki, wśród małych, rozochoconych dzieci, żeby wstydu nie było, że takie duże dziewczyny piszczą z radości na samą myśl o tym filmie. Ale tak było. Dzisiaj już się tego nie wstydzę i poszłabym na te filmy raz jeszcze.

Gdy dowiedziałam się, że powstaje sztuka teatralna o dalszych losach małego czarodzieja nie wiedziałam co myśleć. Z jednej strony poczułam szczęście na myśl, że znowu będę mogła spotkać się z tymi samymi, teraz już trochę starszymi bohaterami. Z drugiej czułam niepokój, ponieważ nie wyobrażałam sobie jak mógłby wyglądać ósmy tom na deskach teatru. Czy moje obawy były uzasadnione?

J.K. Rowling, J. Thorne i inni, Harry Potter i Przeklęte Dziecko, wyd. Media Rodzina, s. 368

Każdy, kto ma dzieci wie, jak trudno być ojcem trójki dzieci w wieku szkolnym. Harry dowiaduje się o tym na co dzień, próbując wychować trójkę swoich dzieci na mądrych, uczciwych ludzi. Przepracowany, zmęczony i rozdrażniony nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo oddala się od swojego drugiego syna, Albusa Severusa, z którym nie może nawiązać żadnej nici porozumienia. W dodatku nawiedzają go wspomnienia z przeszłości, z którymi uparł się walczyć samotnie.

Albus również musi walczyć, lecz nie z demonami, a z rodzinnym dziedzictwem, które zostało mu przekazane przez sławnego ojca. Nigdy tego nie chciał. W niczym nie przypomina ojca i każdy mu to wypomina, oczekując po nim czegoś więcej. Młody chłopak nie wie jeszcze, że to rozgoryczenie i wściekłość na ojca sprawią, że przyszłość zacznie przypominać przeszłość i wszyscy czarodzieje ponownie staną przed śmiertelnym niebezpieczeństwem.

495371-352x500

Na początek muszę powiedzieć jedno – przedstawienie Harrego Pottera w formie sztuki mnie nie przekonuje. Zupełnie inaczej czytało się poprzednie powieści, w których dialogi, wydarzenia i same postacie wyglądały inaczej. W sztuce tekst jest suchy, pozbawiony emocji, opisy tego, co się dzieje skutecznie przeszkadzają w odbiorze. Nie jestem fanką czytania sztuk teatralnych. Nie lubiłam tego w szkole i mi do teraz zostało. A już widzieć kontynuację swojej ulubionej powieści, przedstawioną w taki sposób, to jakaś makabra dla moich oczu.

Wszystko ratują moi ulubieni bohaterowie. Ron nadal jest uroczo nieporadny, Hermiona rozstawia wszystkich po kątach, a Harry nie umie sobie radzić z problemami i wpędza się przez to w kolejne kłopoty. Draco ciągle irytuje, choć trochę mniej niż wcześniej, a Ginny trzyma wszystkich w kupie i nie pozwala im zwariować. Ci ludzie mają prawie czterdzieści lat, dzieci, a jakby się nie zmienili. Przed oczami nadal mam ich wizerunki z czasów dziecięcych. I głównie dlatego warto było przeczytać sztukę. Żeby jeszcze raz ich poczuć i usłyszeć w swojej głowie.

Broni się także fabuła. Niektórzy mówią, że słaba, że spodziewali się więcej. Ja nie miałam wielkich nadziei na to, że fabuła mnie powali. To nie powieść, tylko sztuka teatralna, tutaj się trzeba streszczać, bez zbędnej finezji. I tak jestem w szoku, że autorom udało się przekazać aż tyle. Wydaje mi się, że dla fanów Harrego Pottera taka fabuła wystarczy – jest ciekawie, akcja poprowadzona falami – są momenty że galopuje do przodu i chwile, które dają nam moment na odsapnięcie. Mogłabym się przyczepić drobnych błędów fabularnych, ale już to zostawmy. W mojej ocenie nie zaważają one na odbiorze.

Cóż mogę powiedzieć – nie powiem, żebym nie czekała na tę sztukę, choć pewnie nie chciałabym jej obejrzeć w teatrze. Obawiam się, że mogłoby mi to zaburzyć obraz moich bohaterów, zwłaszcza, że podobno Hermionę ma zagrać Afroamerykanka. Nie mam nic do Afroamerykanów, ale postać Hermiony w mojej głowie, po przeczytaniu książek i obejrzeniu filmów jest zgoła inna. Książkę mogę polecić wszystkim zagorzałym fanom Harrego Potttera i jego przyjaciół, ale z zastrzeżeniem, żeby nie oczekiwali fajerwerków, bo ich tam nie znajdą.

Opublikowano Literatura dla młodzieży, Literatura fantasy, literatura współczesna, Moje, Polecam | Otagowano , , , , , | 3 komentarzy

To całkiem ludzkie, wierzyć, że w innym miejscu i czasie było lepiej niż tu i teraz.

Trzymam w ręku debiutancką powieść Brandona Sandersona. Niedawno ukazało się wydanie specjalne tej powieści, z okazji dziesięciolecia wydania. Właśnie skończyłam ją czytać. Moja głowa jest jeszcze w Elantris, pięknym, magicznym i zapomnianym przez ludzi mieście. Przekładam książkę z boku na bok i nie mogę przestać na nią patrzeć. Piękno okładki uderza do głowy, podobnie mapy poszczególnych krain Arelonu. Wydawnictwo MAG odwaliło kawał dobrej roboty. Szczerze mówiąc, nie wiem co mam powiedzieć o tej książce, bo o niektórych powieściach nie da się opowiadać. To trzeba przeczytać samemu, żeby zrozumieć ogrom uczuć, które pojawiają się po jej skończeniu.

B. Sanderson, Elantris, wyd. Mag, s.660

Elantris – niegdyś piekne, emanujące tajemniczym blaskiem miasto, pełne magicznych istot, obdarzonych ogromną mocą magiczną. Każdy z tych półbogów był kiedyś człowiekiem, aż do momentu, gdy nie dosięgnęła go moc Shaodu. Dziesięć lat temu ta moc niespodziewanie znikła, zamieniając piekne istoty w skurczone i trędowate potwory. Elantris spowił mrok, brud i szlam.

Kae zawsze stało w cieniu Elantris. Rządzone przez króla Iadona, władcę Arelonu, powoli chyli się ku upadkowi, jak cały kraj. Jego syn, książe Raoden na dniach ma poślubić teodzką księżniczkę Sarene. Do ślubu jednak nie dochodzi. Księżniczka, po przybyciu do Aelonu, dowiaduje się, że książe nie żyje, a ona została wdową. Im bardziej poznaje króla i szlachtę tego kraju, tym mocniej przekonuje się, że książe nie zginął. Nie ma jednak żadnych dowodów na potwierdzenie tej teorii. Czy uda jej się dotrzeć do prawdy?

522319-352x500

Pierwsze, co mnie urzekło w tej powieści, to bardzo dokładne opisy. Sanderson jest absolutnym mistrzem w tworzeniu świata fantasy. Podejrzewam, że jakby miał opisać zwykłe, ciemne bajoro pełne bakterii, to zrobiłby to tak, że chciałabym się z tego bagna napić. Dzięki jego książkom moja wyobraźnia pracuje na pełnych obrotach. Swoją drogą, mam nadzieję, że nikt nigdy nie wpadnie na pomysł, żeby to zekranizować. Aż się boję co mogliby zrobić producenci z wizją Elantris, która narodziła się w mojej głowie po przeczytaniu powieści.

Drugim mocnym punktem powieści są bohaterowie, i to wszyscy, bez wyjątku. Sanderson nie pozwolił, że w tej książce znalazł się ktoś, kto mógłby nas znudzić. Nawet postaci drugoplanowe są mistrzowsko wykreowane i dostarczają nam wiele emocji. Książe Raoden jest tak wspaniały ( i wcale nie chodzi tutaj o wygląd), że aż trudno uwierzyć, że jest prawdziwy. Z jednej strony empatyczny wrażliwiec, trochę jeszcze dziecko, z drugiej odpowiedzialny, pewny siebie i swoich czynów mężczyzna, który robi absolutnie wszystko, aby podnieść Elantris z brudu, w którym się znalazło. Drugą postacią wartą uwagi i godną zapamiętania jest oczywiście Serene – w dzisiejszych czasach można ją nazwać feministką. Gdyby tylko król Arelonu wiedział, jak bardzo ta kobieta namiesza w jego życiu, to podejrzewam, że nigdy w życiu nie pozwoliłby jej postawić stopy na jego dworze. A jednak przypłynęła i postanowiła ocalić jego kraj.

Z fabułą miałam trochę problem. Były momenty zaskakujących zwrotów akcji, gdzie rzeczywiście łapałam się za głowę ze zdziwienia. W pewnych momentach jednak fabuła była tak przewidywalna, że to aż bolało. Widać, że to pierwsza powieść Sandersona i tylko dlatego można mu wybaczyć – debiuty rzadko kiedy są udane i wolne od błędów.

W wydaniu specjalnym Wydawnictwo MAG postanowiło zaserwować nam kilka smaczków. Mamy dość obszerną przedmowę, w której głos zabiera kolega Brandona Sandersona z kursów pisarskich, Dan Wells. Opowiada o początkach Sandersona jako pisarza, o tym, jak oboje zmagali się z tworzeniem swoich pierwszych dzieł. Przedmowa pełna jest anegdotek i warto ją przeczytać. Dla każdego fana Brandona Sandersona może to być ciekawe doświadczenie. Na końcu książki znajdziemy Postscriptum – a w nim kilka osobistych wyznań utora, dotyczących właśnie Elantris. Dodatkowo autor postanowił zaprezentować sceny, które w trakcie pracy twórczej musiały zostać wycięte. Polecam to także przeczytać – rzuca nowe światło na wydarzenia w powieści, momentami jest zabawnie.

Elantris jest debiutancką powieścią Brandona Sandersona, dlatego ewentualne, drobne niedociągnięcia można mu wybaczyć. Dla mnie ten autor to klasa sama w sobie i nie będę udawać, że jest inaczej. Jeszcze nigdy jego książki mnie nie zawiodły, dlatego tę powieść także polecam każdemu, kto jest fanem powieści fantasy.

 

Opublikowano fantasy, Literatura fantasy, Moje, Polecam | Otagowano , , , , | Skomentuj

Trzeba mężczyzny, któremu w ogóle nie zależy, aby totalnie podporządkować kobietę. Jeśli ona ma dookoła siebie stu mężczyzn i dziewięćdziesięciu dziewięciu z nich kocha ją szaleńczo, a jeden uważa, że jest beznadziejna, tępa i brzydka, wybierze właśnie jego.

To nie pierwsze moje spotkanie z twórczością Piotra C. Przeczytałam Pokolenie Ikea i Pokolenie Ikea. Kobiety. Nie umarłam od tego, nie dostałam od tego czytelniczego raka, mimo że niektórzy moi znajomi mi się dziwili. Wydaje mi się, że mam zdrowy stosunek do twórczości tego autora. Po prostu wiem, czego mogę się po nim spodziewać. A to bardzo odświeżające uczucie, kiedy wiesz na co możesz liczyć.

Piotr. C. Brud, Novae Res, s. 250

Relu jest prawnikiem, który nie lubi ludzi. Niestety, ludzie ciągną do niego jak muchy do miodu i chcą mu się zwierzać. Opowiadają mu swoje historie, ponieważ potrzebują, aby ktoś ich wysłuchał. Mężczyzna pokazuje nam prawdziwy świat, obleczony w pozorną doskonałość, pozorne relacje, z których wiele nie przetrwa kilku tygodni i pozorne szczęście, którego nigdy tak naprawdę nie było.

527534-352x500

Do powieści wydawnictwa Novae Res zawsze podchodzę z dużą ostrożnością. Nie dlatego, że często naciągają autorów na duże pieniądze i każą im płacić za wydanie swoich własnych książek. Nawet nie dlatego. Głównie z powodu słabej korekty i redakcji. Niestety, chyba oszczędzają tam na tych dwóch rzeczach, bo pojawiają się błędy logiczne, jest trochę literówek, chociaż i tak mniej niż w poprzednich powieściach.  Za to minus, bo osobiście uważam, że jak już wydawnictwo wydaje jakąś książkę, to jego pracownicy powinni się postarać, żeby wstydu nie było.

Powieść fabularnie dosadna, pełna ,,złotych myśli”, co jest charakterystyczne dla twórczości tego autora. W niektórych sprawach się z nim zgadzam, w innych nie, ale nie mogę zaprzeczyć, że czyta się lekko i przyjemnie. Brud powinno się potraktować jak odskocznię od ambitniejszej lektury. Ot, taka opowiastka, relaksujący przerywnik. W tej roli sprawdza się idealnie. Książka nie jest gruba, ma tylko 250 stron, więc spokojnie można łyknąć w jeden dzień, jeśli się nie ma pilniejszych zajęć.

Momentami książka była trochę zbyt przegadana. Wkurzały mnie monologi Relu, który ma się za człowieka znającego ludzką naturę, a sam ma nieźle pogięte w głowie. Osobiście wolałabym nieco więcej akcji, a trochę mniej gadania. W niektórych momentach kulała fabuła, podejrzewam, że te anegdotki głównego bohatera miały zapchać miejsce, z którym autor nie do końca wiedział co ma zrobić. W jednym miejscu zaczyna się fajna scena, za chwile wątek się kończy tak samo niespodziewanie, jak się zaczął. Nie do końca podoba mi się taki zabieg.

Język typowy dla Piotra C., za który wiele kobiet go krytykuje. Twierdzą, że za dużo wulgaryzmów, że za bardzo szowinistycznie, zbyt cynicznie. Ja tam lubię cynizm. Tylko on  (w dużych dawkach) powoduje, że niektóre sytuacje wydają mi się zabawne, chociaż wcale nie powinny. Dzięki niemu udaje mi się przetrwać wyjątkowo ciężki dni, mimo że nie jest przyjemny dla otoczenia. Trudno. Nie każdy musi go lubić. W każdym razie w tej powieści język przeszkadza mi najmniej.

Po przeczytaniu wszystkich powieści tego autora muszę stwierdzić, że Brud jest, jak do tej pory, najsłabszą powieścią. Wiem, że Piotra C. stać na więcej – pokazał to w swojej pierwszej powieści pt. Pokolenie Ikea. Niby się mówi, że debiuty są niedopracowane, ale w jego przypadku było odwrotnie. Każda kolejna powieść  jest gorsza od poprzedniej, co nie wróży dobrze na przyszłość. Mam nadzieję, że autor przełamie ten trend, czego mu życzę z mojego całego, cynicznego serducha.

Opublikowano literatura współczesna, miłość, Moje, Nie polecam, romans, seks, Tabu | Otagowano , , , , , , , , | 2 komentarzy

Są rzeczy, które trwają wiecznie i odrodzą się w każdych okolicznościach.

Depresja posiada wiele twarzy. Niektórzy lekarze mówią o niej, że to niewidzialny wróg. Każdego dnia wysysa z nas siły życiowe. Dzień w dzień walczymy ze sobą, żeby wstać z łóżka i pójść do pracy. Po co to robić, skoro nic nie ma sensu? Dla człowieka, który choruje na depresję świat nie ma barw. Jest całkiem czarny. Wszystko, co kiedyś nas cieszyło teraz nie wzbudza nawet małego uśmiechu.

Policyjne statystyki dotyczące samobójstw popełnianych przez dzieci są doprawdy wstrząsające. Z roku na rok przybywa zachorowań na depresję wśród małoletnich. Z roku na rok przybywa również samobójstw popełnianych przez dzieci. W zeszłym roku samobójstwo w Polsce popełniło około 200 dzieci. W większości wypadków rodzice nie wiedzieli, że ich dzieci mają depresję i nie miało jak im pomóc. Bardzo często ta właśnie pomoc przychodzi za późno. Depresja jest chorobą cywilizacyjną naszych czasów. Większy dobrobyt nie przekłada się na zwiększenie poczucia szczęścia – z roku na rok coraz więcej ludzi choruje na depresję, w tym coraz częściej są to właśnie dzieci, które gasną po cichu. Nie ma się co dziwić. Dorośli ludzie czasami nie wiedzą, że chorują, a co dopiero 9-latek?

S.Young, Plaga samobójców, wyd. Feeria Young, s. 500

Depresja to w ich życiu chleb powszedni. Na ich oczach giną bracia, siostry, przyjaciele i przyjaciółki. Nikt nie wie dlaczego, ale od pewnego czasu nastolatki masowo popełniają samobójstwa. Państwo postanawia położyć temu kres – powołuje pilotażowy program, którego głównym zadaniem jest ochrona dzieci, przed nimi samymi i tą chorobą. Chorzy są poddawani wielotygodniowemu leczeniu, z dala od bliskich. Odizolowani, samotni i przerażeni muszą łykać tajemnicze medykamenty i mieć nadzieję, że zostaną wyleczeni. Sloane straciła brata, więc jej rodzice zrobią wszystko, aby ochronić córkę, która ze strachu przed leczeniem tłamsi swoje prawdziwe uczucia. Wie, że leczenie ma jedną, podstawową wadę – pozbawia chorych ich wspomnień. Dziewczyna nie chce stracić wszystkich wspomnień związanych ze swoimi przyjaciółmi i Jamesem, swoim chłopakiem, lecz robi się coraz słabsza i coraz bardziej podatna na działanie choroby.Czy uda jej się wygrać z depresją? A może to nie ta choroba jest jej prawdziwym wrogiem tylko program leczenia?

405690-352x500

Mam bardzo mieszane uczucia co do tej książki. Niewątpliwe jest ciekawa, jednakże zbyt wiele razy miałam dziwne wrażenie, że za bardzo mi przypomina inne powieści dysutopijne (Niezgodna, Delirium), które zostały wydane wcześniej. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że autorka również je zna i trochę się nimi podpierała, tworząc Plagę samobójców. Jest to dość duży minus, który nie pozwolił mi cieszyć się z lektury tak, jakbym tego chciała.

Temat depresji t ego, co ona robi z człowiekiem jest mi dość bliski, ponieważ od zawsze mnie interesował pod względem naukowym. Plaga samobójców jest może odrobinę przejaskrawiona, ponieważ depresja nie postępuje tak szybko. Oczywiście pamiętam, że to fikcja literacka i że mamy tutaj do czynienia z epidemią, dlatego nie będę czepiać się tego zbyt mocno. Bardzo mi się podobał wątek programu – został szczegółowo opisany i przede wszystkim wzbudził moją ciekawość. Bardzo podobało mi się także zastosowanie retrospekcji – czytelnik dostaje pełny obraz wydarzeń, może sobie wyrobić o nich opinię, rzutuje to również na jego stosunek do poszczególnych bohaterów.

A właśnie. Bohaterowie. To jest jedna z mocniejszych stron tej powieści. Zazwyczaj postaci w książkach dla młodzieży nie zdobywają mojego uznania, więcej nawet – irytują mnie. Tutaj było inaczej – Sloane jest bardzo waleczna, choć na początku czytelnikowi wydaje się, że to takie ciepłe kluchy. Nic bardziej mylnego, wraz z rozwojem powieści mam wrażenie, że dokonuje się w niej jakaś fajna przemiana. Postać Jamesa podobała mi się dużo mniej, jednakże ma także swój urok, który z pewnością docenią młodsze czytelniczki. ja to już chyba na takich chojraków jestem za stara. Ale miło o nich poczytać. :)

Jedyne czego mi naprawdę brak to opis świata przedstawionego. Za mało, zdecydowanie. Wiemy bardzo dużo o programie, o bohaterach i objawach choroby,ale bardzo mało o tym, gdzie to się wszystko dzieje.

Plaga samobójców ma swoje wady, lecz nie przesłaniają one atutów. Powieść jest bardzo ciekawa pod względem fabularnym, na pewno może zainteresować, zwłaszcza młodych czytelników. Wątki są logiczne, uzupełniają się i tworzą dość fajną, spójną całość. Ogólnie polecam każdemu, kto lubi dysutopijne klimaty i książki młodzieżowe. :)

Opublikowano Nieokreślone | Skomentuj

Porażka i wygrana są do siebie, wbrew pozorom, bardzo podobne. Obie uderzeją do głowy tak samo mocno.

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Elżbiety Cherezińskiej. W sumie jest to zastanawiające, bo tematyką swoich powieści uderza mocno w mój gust i aż dziwne, że wcześniej nie zajrzałam do jej księżek. Dzisiaj usłyszycie opowieść o ambicji, odwadze, niespełnionej miłości, wyrachowaniu, strachu i magii. Te wątki mieszają się w ,,Hardej” i zebrane razem tworzą coś bardzo ciekawego, z czym warto się zapoznać.

E. Cherezińska, Harda, wydawnictwo Zysk- S-ka, s. 591

O córce Mieszka I niewiele wiadomo. Niektórzy historycy twierdzą, że tak naprawdę nie istniała, a historycy mylą ją z kilkoma innymi kobietami, które żyły w jej czasach. Z kolei jeszcze inni wydają się być przekonani, że Sygryda Storråda, królowa Danii, Szwecji i Anglii zapisała się w historii nie tylko jako córka Mieszka I i Dobrawy oraz siostra Bolesława Chrobrego, ale także jako matka przyszłego króla Anglii, Kanuta Wielkiego, kobieta o ciętym języku, niezwykłej odwadze i poczuciu dumy ze swojego pochodzenia. 

480767-352x500

Autorka stworzyła niesamowicie wyrazistych bohaterów. Narracja w książce jest prowadzona z punktu widzenia kilku osób m.in Świętosławy, Olafa Tryggvasona, Swena Widłobrodego, Mieszka I i Bolesława Chrobrego. Uwielbiam tego typu narracje, daje mi to, jako czytelnikowi, możliwość analizy sytuacji z każdej strony konfliktu, możliwość poznania  motywacji , uczuć i planów poszczególnych bohaterów. Każdorazowo, przynajmniej w moim przypadku, ten typ narracji przekłada się na wzrost atrakcyjności książki w moich oczach.

Nie zawodzi też fabuła, która od samego początku ciekawi. Wstyd przyznać, lecz niewiele wiem o panowaniu Mieszka I i Bolesława Chrobrego, lecz przy okazji lektury ,,Hardej” odświeżyłam sobie to i owo i z jeszcze większym zacięciem pokonywałam kolejne strony tej zagmatwanej i trochę smutnej historii. Elżbieta Cherezińska ma niesmowity dar pisania barwnych i zajmujących historii. Czytając powieść miałam wrażenie, jakbym cofnęła się do tamtych czasów, stała obok bohaterów i dzieliła z nimi uczucia, które w danym momencie im towarzyszyły. Najbardziej przypadły mi do gustu kobiety, które przedstawiono w powieści. Dzieje Świętosławy i jej sióstr dobitnie uświadamiają, że nawet kobiety wysoko urodzone nie miały nic do powiedzenia w przypadku pojawienia się najmniejszych nawet ambicji ich ojców i braci. Żyły po to, aby budować sojusze, wszczynać wojny, manipulować małżonkami i płodzić synów. Jesli po drodze pojawiła się miłość, to kobieta miała ogromne szczeście. Jeśli nie, to trzeba było sobie jakoś radzić. No i sobie radziły, każda na swój sposób. Wszystko to w imię dobra dynastii, z której się wywodziły. Pozostaje nam się cieszyć, że dzisiaj mamy wolność wyboru w zakresie zawierania małżeństw. :)

Wiele dobrego nasłuchałam się o powieściach tej autorki i teraz sama mogę potwierdzić tę opinię. ,,Harda” jest pierwszym tomem świetnie zapowiadającego się cyklu o tej samej nazwie. Drugi tom pt. ,,Królowa” jest już dostępny w sprzedaży i jestem pewna, że niedługo po niego polecę. Jeśli nie czytaliście wcześniej powieści tej autorki to nic straconego – ,,Harda” będzie doskonałym wyborem na pierwsze spotkanie z Elżbietą Cherezińską.

Opublikowano Historia, Literatura historyczna, Moje, Polecam | Otagowano , , , , , , , | 2 komentarzy

Utarło się, że kobiety to ,,słabsza płeć”. Patryk Vega przełamuje ten stereotyp.

Patryk Vega słynie z podejmowania trudnych tematów. Były już książki o tajnych służbach specjalnych, o pracy policjantów, a teraz mamy książkę o pracy policjantek. Ucieszyłam się, że ta książka powstała. Czytając ją, pomyślałam, że ten, kto uważa, że kobieta jest w jakimś sensie słabsza od mężczyzny, powinien najpierw zadrzeć z policjantką i wyjść z tej potyczki cało. Bo to nie są przelewki, drodzy panowe. To kobiety, którym jaj mógłby pozazdrościć niejeden mężczyzna.

P. Vega, Niebezpieczne kobiety, wyd. Otwarte, s. 389

14600891_1146362622068306_4721356062945653849_n

Pierwsze doświadczenia z tą książką były dla mnie szokiem, ponieważ dojrzałam na stronie 9 błąd ortograficzny. Przynajmniej wtedy mi się tak wydawało. Myślę sobie, kurczę, no każdemu może się zdarzyć, korektorzy nie roboty, trudno się mówi, idę dalej. Aczkolwiek trochę się zniesmaczyłam. Ale nic to, czytam. I znowu błąd. I znowu. I następny. I kolejny. Szlag mnie trafił, bo wydawnictwo Otwarte zawsze kojarzyło mi się z rzetelnością i profesjonalizmem, a tutaj co widzę? Ten sam błąd. I wtedy mi się lampka zapaliła, że może ta ja źle myślę i zaczełam szukać. I rzeczywiście, to była moja pomyłka. Chodzi o słowo ,,tak że”. Przyznaje się bez bicia, że zawsze myślałam, że ,,także” piszemy łącznie. A tu okazuje się, że nie, jeśli chcemy użyć ,,tak że” w znaczeniu „więc”, piszemy oddzielnie. Człowiek uczy się całe życie i bije się w pierś, nie wiedziałam, że taka jest zasada.

Pomijając ten przydługi wstęp muszę przyznać, że mam mieszane uczucia co do tej książki. Historie poszczególnych policjantek są ciekawe, dają czytelnikowi pewnego rodzaju wyobrażenie, jak to jest, gdy kobieta idzie do policji i pracuje z facetami, którzy niejednokrotnie dają jej o zrozumienia, że jest od nich gorsza. Moim zdaniem tę książkę powinny przytać kobiety, które planują wstąpić do policji. Jestem pewna, że znajdą w niej wartościowe informacje na temat tego zawodu.

Co do bohaterek, to muszę szczerze przyznać, że nie wszystkie kobiety wzbudzają sympatię. Mój mąż się ze mnie często śmieje, ponieważ ja jeszcze trochę idealizuję ten zawod. Bądź co bądź, to są ludzie, którym często zawierzamy, że nas obronią albo nam pomogą w różnych sytuacjach. A tu się okazuje, że oni też lubią sobie po pijaku pojeździć nieoznakowanym radiowozem i liczyć na to, że nikogo po drodze nie zabiją i że się nie wyda. Jak sobie to wyobraże, to mam ciarki na plecach. Nie wszystkie historie są trudne w odbiorze. Niektóre z tych pań naprawdę anagażują się w to, co robią i wiedzą po co poszły do Policji. I przyjemnie się o tym czyta.

,,Niebezpieczne kobiety” Patryka Vegi to wartościowa książka. Dzięki niej możemy dowiedzieć się wielu rzeczy o kobietach, które decydują się pracować w tym trudnym i ciągle zdominowanym przez mężczyzn zawodzie. Odpowiada na wiele pytań, na które powinna sobie odpowiedzieć każda kobieta, która chce swoje życie związać ze służbą – jak wygląda praca w Policji, czy równouprawnienie w tej instytucji to mit i w jaki sposób można oddzielić pracę od domu? Na te wszystkie pytania odpowiedziało Patrykowi Vedze siedem kobiet. Mówią bez ogródek o tym, jak jest w Policji oraz o tym, jakie mają plany, marzenia i aspiracje. Warto ich posłuchać.

Opublikowano Literatura faktu, Moje, Polecam, Reportaż | Otagowano , , , , , , | Skomentuj